piątek, 31 stycznia 2014

Under Canvas

Kiedy się obudziłam Harry’ego nie było w łóżku, popatrzyłam na zegarek, była już 2 po południu, no ale w końcu poszłam spać nad ranem. Wyszłam z pod kołdry i ubrałam się schodząc na dół. Harry robił obiad i jednocześnie pisał piosenkę.
- Ładna.
-O dzień dobry królewno. Dziękuję. Siadaj
- Zjem i będę szła do siebie. - powiedziałam.
-Po cholerę ?
- Nie po cholerę tylko się spakować.
-Przecież masz tu rzeczy.
- Nie wszystko co jest mi potrzebne. Nie puścisz mnie na chwilę. Z reszta po co ja pytam, nie masz tu nic do gadania.
-Puszczę .- podał mi talerz spaghetti. Po tym jak zjadłam poszłam do siebie się spakować. Harry miał po mnie przyjechać. Przyjechał rozmawiając przez telefon.
-Zabijesz mnie ale Amanda i Lou jadą ...
- Dobra, nie przeszkadza mi to. - wsiadłam do auta.
-Wow moja kobieta mnie zaskakuje.- powiedział do siebie i wsiadł.
- Chociaż raz to ja ciebie.
-Że niby ja ciebie? Kiedy?- odpalił silnik.
- Najczęściej w nocy. No wiesz jak rozmawiamy kotku...
-Ahh.. rozumiem tematy na które podejmuję tak bardzo cię zaskakują ?- zaśmiał się wygodniej opierając się o fotel.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
-To mnie bardzo cieszy.- uśmiechnął się. Jechaliśmy, podobno Lou i Amanda mieli jechać za nami swoim autem. Po jakiś dwóch godzinach mieliśmy postój bo myślałam że się zsikam. Ja poszłam do łazienki na stacji a Harry rozmawiał z Lou. Poprawiłam włosy i wyszłam do pozostałej trójki. Chwilę pogadaliśmy i znowu ruszyliśmy .
- Harry, a iloosobowy jest ten twój namiot? - spytałam.
-Dwu skarbie dwu.
- Czyli oni będą w osobnym namiocie?
-Tak.- odparł .
- Aha - podskoczyłam na miejscu.
-Hahaha...- wybuchł śmiechem.
- Nie śmiej się ze mnie.
-Nie no nie śmieje ...
- Na którą tam dojedziemy?
-Za godzinę .
- Która tak w ogóle jest? - zaczęłam bawić się jego włosami.
-16:23.- uśmiechnął się zmieniając bieg .
- Dobra, wiem. Kocham cię wiesz? - położyłam rękę na jego udzie.
-Wiem. Też cię kocham i zastanawiam się od kiedy stałaś się taka kokieteryjna.
- To słowo jest dla mnie za mądre kocie. - udałam że nie wiem co to znaczy. Chociaż on wiedział że wiem. Zaczęłam kreślić wzory na jego nodze.
-Co ty próbujesz zrobić co?- spytał rozbawiony.-Chcesz mnie w aucie uwieść kiedy prowadzę ?
- Ja bym to raczej nazwała testem wytrzymałości.
-No to uwierz ja długo nie wytrzymam. I to ja będę miał problem . Nie ty.
- Jaki problem...- śmiałam się cicho.
-Zgaduj ...
- No nie wiem.
Pokręcił tylko głową rozbawiony i jechał dalej. Jechałam dłonią coraz wyżej. Miałam przy tym dobrą zabawę.
-Ana.- powiedział ostrzegawczo .
- Co tam kochanie?
-Jesteś okrutna .
- Różnie mówią. - wzruszyłam ramionami nie przestając zabawy. Złapał mnie delikatnie za rękę i ją odsunął.
- No ej! Kieruj. - chodziłam palcami po wcześniej dotykanym miejscu.
-No to mnie nie dekoncentruj.- odpowiedział. Gdy dojechaliśmy wysiadł z auta łapiąc oddech.-Ona mnie wykończy.- powiedział do przyjaciela .
- Ta cały czas gderała - Lou wskazał na swoją dziewczynę.
-Chyba zazdroszczę.
- Co? Głupi jesteś? Louis, ja się nudzę, Louis bo ty mnie nie kochasz, ale Louis nie ignoruj mnie....i tak kurwa w kółko stary.
-Haha..- zaśmiał się.-Nie no to ona się nie odzywała ale jej dotyk powodował że prawie traciłem kontrolę nad kierownica. Musimy się napić .
- Dobra już wiem o co chodzi. Tak i to tak solidnie się napijmy.
-Najpierw trzeba rozłożyć to dziadostwo .
- No my raczej tego nie będziemy robić. - powiedziałam z wyrzutem.
-Niech się wykażą. - dodała Mandy.-bo mój to się chyba zna tylko na jednym ...
- Chodź zobaczyć okolice a oni niech się męczą. - zaproponowałam jej.
-I za pięć minut będzie Louis weź to ode mnie. Louis tu są jaszczurki. Może lepiej nie idź kochanie jak masz zaraz piszczeć bo zobaczysz pająka?
- Zaczyna się... - powiedziałam cicho do siebie.
- Louis chcesz w łeb? - wskazała na niego palcem.
-Nie, nie chcę.- udał jej głos.-Dobra idź tylko się nie zabij o jakiś korzeń .
- Bo akurat byś tęsknił...
-No nie za bardzo.
- Przegiąłeś Tomlinson! Nie waż się mnie nawet palcem tknąć! - Harry zaczął się śmiać, a mi niewiele brakowało.
-Nie ma sprawy kochanie .
- Grr...dupek! - krzyknęła i pociągnęła mnie za sobą.
-Grabisz sobie stary grabisz.- usłyszałam swojego chłopaka.
- Przejdzie jej...

Harry
Dziewczyny chodziły po lesie i okolicach a ja tarzałem się ze śmiechu. Lou tak składał namiot że się w niego wpierdolił i składa to od nowa. Przy czym minęło już 2 godziny zanim ogarnął instrukcje. W końcu obaj zmęczeni i spoceni skończyliśmy i wzięliśmy sobie po piwie.
-One nie powinny już wracać?- spytałem .
- No trochę już minęło...
Wyjąłem telefon dzwoniąc do Annabell .
- No siema kotek. - usłyszałem bardzo wesoły głos swojej dziewczyny.
-Hej, hej ..- odetchnąłem z ulgą.
- Ja ci mówię jak tu jest fajnie... - usłyszałem śmiech Amandy
-A gdzie wy jesteście ?
- W.. w.. nie wiem
- A wiesz jak wrócić ?
- No nie bardzo. - śmiechy ucichły.
-Jak to nie?!- podniosłem się .-Stój tam gdzie stoisz i się nie ruszaj.- włączyłem aplikacje namierzania drugiego telefonu.
- Co jest? -spytał Louis.
-Nie wiedzą gdzie są.
- Jak to? - chłopak też się zdenerwował.
-Czekaj.-dostałem sygnał.-Chodź.- wziąłem go za rękę i poszliśmy po dziewczyny . Po jakiejś pół godzinie znaleźliśmy je. Siedziały na pniu i sobie rozmawiały. Wziąłem Ane za ramię prowadząc z powrotem.
- Ciemno się robi...- usłyszałem.
-Widzę.- odparłem krótko ale wiedziałem gdzie szedłem. Wziąłem dziewczynę na ręce .
- Tęskniłeś za mną?
-Bardzo.
- To dobrze. - pocałowała mnie i poczułem alkohol.
-Coś ty piła ?
- Nic. Wodę...
-Chyba czuję.- skrzywiłem się.
- Ona też! - pokazała palcem na Amandę jakby była małym dzieckiem.
-No ej! Ja nie chcę dostać kazania od tego.- wskazała na Lou.
- Sprawiedliwość musi być. - plątał jej się język.
-Skąd one miały alkohol?- zdziwiłem się pytając przyjaciela. Poprawiłem Bells na rękach bo mi spadała .
- Trzeba sprawdzić nasze plecaki. - powiedział Lou.
-Jezu ale tam wódka była - jęknąłem wiedząc że dziewczyna ma słabą głowę do tego alkoholu. W ogóle to głupota iść nie wiadomo gdzie i pić .
- Patrząc na nie zgaduje że już jej nie ma.
-My sobie jutro porozmawiamy droga panno. - położyłem blondynkę na materacu przykrywając.
- Jesteś na mnie zły? - popatrzyła na mnie z uśmiechem na ustach.
-Bardzo.- pogłaskałem ją po policzku. Martwiłem się a to było dość głupie.
- Chyba jeszcze nigdy nie byłeś na mnie zły. Bardzo zły.
-Nie, nie byłem. Dzisiaj jestem. Śpij już. Dobranoc.
- Nie będę spać. Nie muszę robić tego co karzesz. Pójdę sobie zaraz po Amandę i gdzieś pójdziemy. - śmiała się co drugie słowo.
-Dzisiaj musisz. Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziałem i zasunąłem namiot idąc do Louisa
- Twoja śpi? - spytał siedząc przy ognisku.
-Powiedzmy.- mruknąłem -Chce zabrać twoją i iść pospacerować tak jest nawalona ..
- Amanda chciała mi zrobić przy mnie dowcip i zadzwonić do mamy i powiedzieć że właśnie ją pieprze. Jezu...wyobraź sobie moją matkę...
Wybuchnąłem śmiechem
.-Pomysłową masz tą dziewczynę.
- To nie jest śmieszne. Mam przy sobie jej telefon i kurwa chyba jej go nie oddam.
-Uwierz to jest bardzo śmieszne. Z moją nie ma tyle problemu.
- Zazdroszczę.
-Może ty się lepiej nie żeń ...
- Z tą wariatką? Mogę nawet jutro. My już się kłócimy jakbyśmy byli małżeństwem ze sporym stażem.
-Wiem stary. - westchnąłem i spojrzałem w stronę namiotu gdzie spała Ana.
- Zależy ci na niej. - powiedział mój przyjaciel.
-Gorzej ...
- Jak to gorzej?
-Ja ją kocham.
- A ona ciebie. Nic, tylko się cieszyć.
-W sumie. Tylko boję się o to że jej się coś odwidzi .
- No tego to już ci nie mogę obiecać. No ale skoro pomimo tego że nie możecie być razem ona się nie poddała to chyba coś znaczy nie..?
-Masz racje. Dzięki. Gratuluję zostania ojcem.- powiedziałem gdy wziął łyk piwa. Po chwili piwo wylądowało na mnie.
- Co ty pierdolisz?!
-Nie powiedziała ci?
- Jest w ciąży? Amanda? Moja Amanda?
-No chyba nie moja. Ja wiem od Niall’a. Niall od Carrie, Carrie od Mandy więc raczej będziesz tatusiem.
- Będę tatą, będę tatą... Ej stary ja będę tatą! Ja pierd...I ona się tak schlała?! Z moim dzieckiem?!- popatrzył na mnie.
-No co ja ci poradzę ? Ja jej nie pilnowałem .
- Moje maleństwo... Jaka ona jest głupia! Moje słoneczko... Zabije ją jutro, no zabije.
Chciało mi się z niego śmiać. Nawet to robiłem. Po prostu leżałem na trawie wybuchając co chwila śmiechem.
- Ty się nie śmiej. Wezmę moje dziecko i ci wpierdoli. Zobaczysz. - groził mi.
-Hahahaha....Jak ją zabijesz to nie będziesz mieć dziecka. W ogóle to ona ci coś śpiewa- powiedziałem słysząc Amandę.
- Ale dlaczego mi nie powiedziała? - nagle posmutniał. - Może to nie moje?
-Ty weź się idź w ten pusty łeb walnij dobra?
- No to dlaczego?
-Bo może chciała ci zrobić niespodziankę ?
- To się zdziwi. Dobra idę do niej. Bo mi dziecko obudzi. - powiedział wstając.
-Idź, idź. Dobranoc.- zgasiłem ogień i poszedłem do swojej kobiety. Cholera wie czy spała czy nie. Byłem zły i chociaż była śmieszna to jakoś nie udawało jej się mnie rozśmieszyć. Przebrałem koszulkę i położyłem się obok. Musiałem z nią jutro pogadać. Dzisiaj zasnąłem . Obudziło mnie przeklinanie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Annabell siedzącą i trzymającą się za głowę.
-Boli główka?- spytałem.
- Nie tak głośno...
-To bardzo dobrze że boli.- nie musiała odpowiadać. Widziałem i cieszył mnie ten fakt.
- Nienawidzę cię. - mruknęła. Przebrałem się i wyszedłem na świeże powietrze.
Równo ze mną z namiotu obok wyszedł Louis. Śmiał się cicho pod nosem.
-Dzień dobry tato.
- Siema. W nocy co chwilę do kibla musiałem z nią chodzić. A teraz się dalej źle czuje - udawał przejętego.
-O matko.- zakryłem usta dłonią.- Wiesz ona w 2 miesiącu dużo będzie wymiotować.
- No wiem. A no i już ją opierdoliłem, więc się chyba obraziła. - zaśmiał się.
-No wiesz. Ja swojej nie zdążyłem.
- Louis! - usłyszałem.
-Czego?
Z namiotu wyszła dziewczyna mojego przyjaciela. Wyglądała okropnie.
- Jak cię wołam to do mnie przyjdź, a nie krzycz bo mnie głowa boli.
-Trzeba było nie pić. Idź się połóż.
- Przytul mnie..- podeszła do nas. Chłopak wyciągnął do niej ręce i ją objął, a ja się uśmiechnąłem. Usiedliśmy, a Lou wziął Amandę na kolana. Bo dziewczyna cały czas mówiła że chce być koło niego. Słodko wyglądali. Cieszyłem się, że będą mieć dziecko.  Chociaż połączenie tych dwóch charakterów to wybuchowa mieszanka.
-Idę na spacer. - uśmiechnąłem się i wstałem, kierując w stronę lasu. Co chwilę słyszałem jakieś zwierzęta. W ogóle było tu ładnie i spokojnie. Dało się pomyśleć. Usiadłem na jakimś wzgórzu patrząc w dół. Wiązałem swoją przyszłość z Annabell. Nie widziałem po za nią świata. Podobało mi się w niej to że była po prostu sobą, była wyjątkowa. Przesypałem piasek w dłoni. Dzień kiedy ją spotkałem był najlepszym w moim życiu. Jeśli powie mi tak, będzie to kolejny najwspanialszy dzień. Wstałem i powolnym spacerem wróciłem do miejsca gdzie była reszta. Podałem Amandzie stokrotki i usiadłem na leżącej kłodzie.
- Ty mi nie dajesz kwiatów! Muszę je dostawać od twojego przyjaciela. - wyrzucała Louisowi. - Dziękuję Harry. - pocałowała mnie w policzek. Ta dziewczyna była chyba najśmieszniejszą osobą jaką znam, no zaraz po Lou oczywiście.
-Ależ proszę cię bardzo. - zaśmiałem się.
- Odwdzięczę się. - groził mi przyjaciel.
-Oczywiście. Gdzie Ana?
- W namiocie. Byłam u niej ale długo nie idzie z nią gadać.
-Dobra.- wstałem i poszedłem do niej. Wszedłem i zobaczyłem dziewczynę leżącą na brzuchu z rękami na głowie. Usiadłem przy niej nic nie mówiąc. Dziewczyna musiała wyczuć czyjąś obecność bo podniosła się na rękach i obróciła w moją stronę. Popatrzyła na mnie i po chwili naciągnęła na siebie śpiwór. Kolejna artystka zaczyna swoje przedstawienie.
-Co ty robisz?- zapytałem odsuwając przykrycie.
- Chowam się. Nie widać?
-Po co? Nie mam zamiaru krzyczeć.
- Nie będziesz mi prawił kazania? - wybełkotała w poduszkę.
-Owszem będę. To było bardzo głupie i nawet nie wiesz jak jestem zły. Martwiłem się.
- Pocałuj mnie w dupę - panienka chyba też miała zamiar się obrazić.
-W dupę to ja ci zaraz przyłożę.
- Spadaj, nie boję się ciebie.-Położyłem jej ciało w poprzek moich nóg.
- Ani mi się waż! - krzyknęła wyrywając mi się. Złapałem ją znowu.
-Ale ja nie żartuję. Dostaniesz taki wpierdol za to, że pijana poszłaś nie wiadomo gdzie, że przez tydzień nie usiądziesz.
- Będziesz mnie bił? - wydawało jej się że jest taka cwana.
-Nie, dam ci nauczkę
- Pff..zabierzesz mi telefon? Jest jeden problem kochanie, nie jesteś moim tatą.
-Nie mam zamiaru.- uderzyłem ją lekko w miejsce nad jej udami. Dziewczyna nadal leżała na brzuchu ale na moich nogach.
- Przestań, miałeś nie bić. - walnęła mnie w kolano.
-A ty masz przeprosić, za wczoraj.
- Możesz pomarzyć...
-Ja nie żartuję.- ostrzegłem ją uderzając jeszcze raz.- Nie zachowuj się jak dziecko.
- To ty mnie bijesz. - wystawiła mi język. Była strasznie uparta.
-Bo ty na to zasłużyłaś.- warknąłem. moja cierpliwość się kończyła.
- Nie słucham cię - zatkała sobie uszy.
-Gorzej niż z 4-latką.- zostawiłem ją i wyszedłem.
- Wygrałam! - usłyszałem za sobą. Pokręciłem głową tylko. Coś zjedliśmy i ułożyliśmy się na trawie.
- Harry...? - zaczęła moja dziewczyna. Spojrzałem na niebo, potem na nią.- Dalej jesteś zły? - wyszczerzyła się do mnie.
-Dalej.
- Może jednak nie?
-chyba raczej tak a co?
- Skoro jesteś zły to nic. - położyła się na plecach. Zamknąłem oczy kładąc ręce po głową.- Udany wyjazd, nie ma co. - mruczała. Ona kochała mówić sama do siebie.
-Kochanie, ja nic nie chcę oprócz przepraszam, że się martwiłeś, żebyś zrozumiała czemu jestem zły.
- Uważam że nie mam za co przepraszać. Nie musiałeś się martwić.
-Słucham?!- podniosłem się.- Nie musiałem się martwić... Poszłaś w las, wieczorem, pijana z ciężarną kobietą też pijaną i ja się miałem nie martwić?!
- Nie krzycz. - oaza spokoju się znalazła.
-Nie no pierdolnę zaraz o coś po prostu.- wstałem i wsiadłem do auta, zabierając Louis’a. Musiałem się przejechać.
- Powiesz wreszcie o co chodzi? - spytał już trochę zły.
-O to że do niej nic nie dociera.
- Konkretniej?
-Mogę mówić i mówić, że się martwiłem i prosić, a ona swoje, że w ogóle nie powinienem się o nią martwić i przejmować.
- Widocznie jest przekonana że nie powinieneś. Może myśli że nie warto, wiesz może ona...jakby ci to powiedzieć? Może ona boi się że ją zostawisz i dlatego chce jak najmniej...kurde stary...no rozumiesz?
-Ja ją zostawię zaraz normalnie.- warknąłem zawracając. Przyspieszyłem parkując z piskiem w miejscu gdzie byliśmy.
- Ej ale to tylko mi się tak wydaje...- chłopak wysiadł za mną.
-Spokojnie.- powiedziałem do niego i podszedłem do Annabell. Pociągnąłem ją za ramię do góry i objąłem, wpijając się namiętnie w jej usta. Dziewczyna bardzo zdziwiona moim zachowaniem po chwili jednak oddała pocałunek. Odsunąłem się od niej z powodu braku powietrza. Annabell patrzyła na mnie pytająco też głęboko oddychając.
-No co?
- Nie, nic. To całkiem normalne..
-Nie wiem w czym widzisz problem.- odparłem wkładając ręce do kieszeni. Tym razem to pozostała dwójka na nas patrzyła.
- Byłeś zły, a potem wkurzyłeś się jeszcze bardziej i ledwo pojechałeś, a już wróciłeś. - wyjaśniła.
-Przeszło mi.
- Będę udawać, że rozumiem.
-Tak będzie najlepiej.- pokiwałem głową.
- A to przed chwilą? To za co? - była tak pogubiona że chciało mi się z niej śmiać.
-A tak o?- przytuliłem ją mocno i pocałowałem we włosy.
- Aha.
Pokołysałem trochę to moje maleństwo w ramionach i poszedłem zapalić. Uspokoiłem się trochę. Miałem dużo myśli na raz w głowie. Ochłonąłem i wróciłem do przyjaciół. Siedzieli we dwoje. Mój przyjaciel i moja dziewczyna. Louis bardzo energicznie jej coś tłumaczył.
-Co jest?
- Nic, tak sobie rozmawiamy. - powiedziała Annabell.
-W porządku.
Dziewczyna pociągnęła mnie do siebie tak że usiadłem obok niej i przytuliła się do mnie. Objąłem ją ramieniem całując w czoło. Po chwili już siedziała na moich kolanach.
- Ciemno się robi. - zauważyła.
-I co w związku z tym?- spytałem głaszcząc ją po policzku.
- Tak tylko mówię. - zauważyłem że Lou sobie poszedł.
-Zimno ci?
- Nie, jest ok.- Patrzyłem na ogień z wtuloną we mnie dziewczyną.
- Wkurzam cię? - usłyszałem nagle.
-Słucham? Nie.
- Na pewno? Czy tylko tak mówisz?
-Na pewno. Czemu pytasz?
- Nie wiem.
-Kocham cię.
- Ja ciebie też, bardzo.
-Wiem, słoneczko.- ucałowałem jej skroń.
- Tak w ogóle to nie wiem jak wy możecie tyle pić. - zaśmiała się.
-No wiesz to zależy od człowieka. Ty nie możesz tyle pić. Zdecydowanie nie.
- No za dobrze się nie czułam.- Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do namiotu.
- Ciebie tak nie męczy. To nie fair. - ględziła.
-Umiem pić z umiarem. - zdjąłem koszulę i położyłem się.
- Jasne...- dziewczyna zaczęła się przebierać. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Potem położyłem się na klatce. Poczułem że siada na mnie okrakiem.
- Dzisiaj ja ci zrobię masaż. - powiedziała cicho wprost do mojego ucha. Dobra to było zaskoczenie.
- Miałeś stresujący dzień, weź się rozluźnij.- Zaśmiałem się pod nosem. Przy niej to ja mam same stresujące dni. Poczułem jej dłonie na swoich plecach. Jeździły po całej powierzchni.
Coś wymruczałem w poduszkę. Podobało mi się to co robiła.
- Podoba się? - poczułem jej oddech na swoim karku.
-Bardzo...
- Czujesz się odprężony?
-Bardzo...
- To idziemy spać. - klepnęła mnie w plecy i położyła się obok. Odwróciłem głowę w jej stronę i zamknąłem oczy.
- No ej. Idziesz spać?
-Kazałaś mi iść spać. Zdecyduj się kobieto.- ledwo ukryłem rozbawienie.
- Wal się. - odwróciła się do mnie plecami. Nikt nie umie mnie rozbawić tak jak ona. Nie idzie jej rozgryźć.
-Oj kochanie.- westchnąłem obejmując ją.- Ty się ze mną możesz droczyć a ja z tobą nie?
- Właśnie tak.
-Ale dlaczego?- odwróciłem ją do siebie.
- Bo ja tak chce. - zrobiła mądrą minę.
-No dobrze.- posadziłem ją na sobie.
- Do kiedy tu będziemy? - odzyskała humor. Mogłem więc domyślać się że będzie chciała mnie wkurzyć. Zawsze tak było.
-Jeszcze dwa dni.
- To fajnie. - cmoknęła mnie w usta.
-Przeszkadza mi twoja bluzka.
- Ona ci zawsze przeszkadza. Ta i każda inna.
-W sumie racja.- zaśmiałem się zdejmując jej ubranie.
- I już nie jesteś na mnie zły? – spytała.
-Nie, mówiłem ci to kilka godzin temu.
- Tak się tylko upewniam. - malowała paznokciem różne wzory na moim torsie. Przyciągnąłem ją bliżej, całując jej szyję. Zjechała ręką niżej i zaczęła bawić się sznurkami od moich dresów. Przejechałem dłońmi po jej udach. Uśmiechnęła się i jedną ręką objęła mój kark, natomiast drugą poczułem w swoich bokserkach. Szybko się uczy - przeszło mi przez myśl. Wydusiłem z siebie ciche wow i zamruczałem jej do ust, które całowałem.
- Tak kochanie, tracisz swoją cenną kontrolę.
-Kolejny pierwszy raz Ano. Tym razem ty przyjęłaś inicjatywę.- ledwo wydusiłem.
- Nie wiem jak ty ale mi to odpowiada. - przyspieszyła swoje ruchy znowu mnie całując.
-Jezu Ana...- wydyszałem. Przerwałem jej przewracając ją i to ja byłem na górze. Zacząłem rozpinać guziczki jej spodni.
- Przeszkodziłeś mi.
-Bo prawie doszedłem a nie chciałem.- zacząłem całować miejsce miedzy jej piersiami i brzuch.
- Nie chciał... - o matko znowu zaczyna gadać.
-Zamknij się.- uciszyłem ją i tym razem to moja dłoń powędrowała do jej bielizny.
- Co za stanowczość. - powiedziała i po chwili zaczęła głęboko oddychać. Jej ciało pomału wygięło się w  łuk, gdy to ja przyspieszyłem ruchy.
- Harry...- jej głos był proszący.
-Harry, co?
- P-prz.. przestań...- wiła się pode mną.
-Dlaczego?- spytałem widząc jak jej dobrze.
- Bo...ju.. już. - nie była w stanie gadać. Chociaż raz. Zaśmiałem się. Troszkę rozbawiony zaprzestałem swoich ruchów, czując jak jest gotowa. Odsunąłem się zdejmując spodnie i bokserki. Była taka niewinna. Taka delikatna. Taka moja. Ta świadomość była wspaniała. Pocałowałem ją czule w usta i złączyłem nasze ciała. Annabell jęknęła w moje usta. Była zdecydowanie zbyt głośna. Poczułem jej dłonie we włosach. Szeptałem jej coś do ucha i poruszałem się co raz szybciej. Usłyszałem parę ciekawych rzeczy. Doszliśmy w tym samym czasie. Pocałowała mnie mocno. Owinęła się wokół mnie, kurczowo obejmując. Spleceni ze sobą zasnęliśmy.

Annabell
Obudziłam się jako pierwsza. Ubrałam bieliznę i koszulkę Harry’ego. Wyszłam przed namiot się przeciągnąć. Wszyscy najwidoczniej jeszcze spali. Odetchnęłam świeżym powietrzem i rozejrzałam się. Słońce było już wysoko na niebie. Nagle poczułam ciepłe usta na moich karku i dłonie na talii.
- Hej. - wymruczałam tuląc do niego swoje plecy.
-No hej skarbie. Wyspałaś się?- spytał całując już moją szyję.
- Jak na tak krótki czas co spałam to tak. A ty?
-Krótki? - pocałował mój policzek.-Też .
- No nie spałam za długo.
-A jesteś głodna?
- Jak wilk. - przyznałam. Zaśmiał się i zrobiliśmy śniadanie. Na posiłek wstali też Lou i Amanda .
- Hej. - powiedziała dziewczyna siadając obok mnie.
-Hej.- odpowiedzieliśmy równo . Razem zjedliśmy śniadanie dużo się śmiejąc. W pewnym momencie Louis chciał coś powiedzieć, ale Harry spiorunował go wzrokiem.
- No co? - walnęłam go w ramię.
-Wolę się nie odzywać - zaśmiał się patrząc na Hazze .
- Proszę....ja pojechałam na te cholerne zawody.
-Nie chcesz aby się odzywał. Bo to co on chce powiedzieć to są pewne uwagi ...
- Spadać. .
-Jakie uwagi Styles? Ja tylko chciałem ponarzekać, że strasznie w nocy głośno było. Też to słyszeliście?
- Coś tam słyszałam. - poczułam że robię się czerwona.
-A wpierdolił ci ktoś kiedyś?- odezwał się Harry.
- Zdarzyło się.
-A chcesz znowu?
- Nagram kiedyś was to zobaczymy. - ośmieliłam się zażartować.
-Cicho. My tu dyskutujemy. A ty tak Styles nie proponuj bo ja się do ciebie podniosę.
- No ja cię proszę..- mój chłopak się zaśmiał.
-Wątpisz? Przecież ty jesteś takie chuchro, że cię jeden cios dobije.- licytowali się dalej
- Jak sobie chyba kurwa namalujesz. - coraz bardziej się kłócili.
-Spójrz na mnie, na siebie, a potem dyskutujmy dalej.
- To chodź. - chłopak wstał.
-Ty na serio chcesz, żebym ci wpierdolił?
- Skończysz gadać i zaczniemy?
Drugi chłopak też wstał i stanęli naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem.
- Ej chłopaki przestańcie. - powiedziałam.
-Właśnie to nie jest zabawne. Louis ja się nie mogę denerwować.- powiedziała Amanda.
- No właśnie Louis dziewczyna cię woła. Leć. - Harry pokazał na Amandę. Obaj byli na prawdę źli. Chyba skończyli sobie żartować. Lou zacisnął pięści i zmrużył oczy. Po chwilę Styles leżał na trawie z ręką przy wardze. Zakryłam usta dłonią żeby stłumić krzyk. Harry rzucił się na Louisa. Był wściekły. Obydwoje tarzali się po ziemi szarpiąc.
- Chłopaki! - próbowałam zwrócić ich uwagę. - Co robimy? Przecież oni się pozabijają. - zwróciłam się do Amandy.
-Nie wiem, ale nie mamy szans ich rozdzielić... Louis rodzę!- Nie podziałało. Widziałam już całkiem dużo krwi. Szybko pobiegłam poszukać kogoś kto mógłby ich rozdzielić. Znalazłam dwóch młodych chłopaków, którzy siedzieli dalej gdzieś przed swoim namiotem.
- Matko...- próbowałam wyrównać oddech. - Błagam, możecie mi pomóc?
-Co się stało?- spytali zdziwieni.
- Proszę. Dwóch chłopaków się tam bije. Oni się zaraz... Błagam rozdzielcie ich.
Spojrzeli tylko na siebie, wstali i poszli za mną. Podbiegli do chłopaków. Jeden wziął za ręce Lou, drugi Harry’ego.
- Spierdalaj! - Harry był w jakimś amoku.
-Ej koleś uspokój się. Nie będziecie się tłuc przy damach. Już mu przywaliłeś wystarczy- mówił do niego trochę starszych chłopak.
- Louis proszę cię. - Amanda podeszła do swojego chłopaka.
-Zabiję go..- wysyczał.
- Harry daj już sobie spokój. Odpuść...
Wyrwał się mężczyźnie i odwrócił, idąc w stronę lasu. Trzymał się za twarz. Louis widząc odchodzącego chłopaka również poszedł do swojego namiotu.
- Ja przepraszam i bardzo wam dziękuję. - zwróciłam się do obcych dla mnie chłopców.
-Nie ma sprawy. Jak będziemy potrzebni to mówcie.- wrócili do siebie, a ja pobiegłam za Harrym. Siedział pod drzewem. Klęknęłam przed nim i bez słowa zaczęłam wyjmować rzeczy z apteczki którą ze sobą wzięłam. Wykrzywiał się i odwracał, gdy przykładałam gazę z wodą utlenioną.
- Przestań się wiercić! - krzyknęłam wkurwiona.
-Jak to cholernie szczypie.
- Jakoś mnie to nie rusza.
-No to jak cię nie rusza to po cholerę przemywasz.
- Już skończyłam. Wstawaj, wracamy do domu.
Nie sprzeciwiał się. Grzecznie szedł za mną. Wzięliśmy swoje rzeczy, złożyliśmy namiot. Pożegnałam się z Amandą i wróciliśmy do domu. Przez całą drogę nie rozmawiałam z chłopakiem. Zawiózł nas do niego. Zostawił rzeczy w holu i pociągnął mnie do salonu.
- Popatrz do lustra jak ty wyglądasz. - powiedziałam za nim się odezwał.
-Tak wiem. - westchnął.- Przepraszam.
- O głupotę. Pobiliście się o głupotę. To twój przyjaciel Harry.
-Wiem o tym. Pogodzę się z nim.
- Mam nadzieję. - uśmiechnęłam się do niego i pogłaskałam po policzku.
-Pogodzę.- powtórzył i mnie pocałował, a potem się przytulił. Rozmawialiśmy siedząc w salonie kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.


                                         ******************************************                              

Przepraszam żę nie dodałam w dzień kiedy mówiłam że to zrobię. Rehabilituje się i dodam jeszcze Camille i Everlasting;)
Drogie panie..jak wrażenia po teledysku?

24 komentarze:

  1. Słucham to już od godziny XD
    A rozdział SUPER
    CZekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Słucham to już od 2 godzin podoba mi się bardzo ! <3
    a co do rozdziału świetny tylko szkoda że Harry i Louis się pokłócili
    myślę że nię będziemy musiały długo czekać na następny rozdział
    Czekam na najszybszego nexta ;))
    Pozdrawiam życzę udanych ferii ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Teledysk genialny, rozdział genialny czego chcieć więcej? :) Czekam szybko na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzwonek do drzwi i co dalej ???
    Hmmmm teledysk pozytywny ;> rozdział cudownyy boskii genailny noo
    więc czekam na następny na twoim miejscu dodała bym jeszzce w niedzielę nn boziuu była bym taka podekscytowana po prostu kocham was i wasze opowiadania są genialne! <33
    pozdrawiam !
    czekam na szubkiego newsa! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebisty rozdział!!
    te wymiany zdań są ekstra!
    mam nadzieje ze kolejny rozdzial pojawi sie szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Teledysk istny geniusz.
    Rozdzial wspanialy. Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! Czekam na kolejny rozdział!
    Teledysk jest niesamowity!

    Zapraszam do mnie:

    http://1d-one-direction-imaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze mnie zaskakujesz rozdzialami, kocham ten blog, nieźle sie potoczyło pomiędzy harrym a lou, uwielbiam momenty z Anabell i hazzą i w ogóle wszystko, czekam na next'a . A teledysk niesamowity,chłopaki jak zwykle zabawni, a najbardziej podobał mi się koniec Londyn nocą cudowny.



    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty rozdział. Ciekawe kto zapukał do drzwi? Jestem bardzo ciekawa, więc czekam na kolejny, oby był jak najszybciej. Do następnego:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski i rozdział i teledysk ! <3
    Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału ! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Po 1 rozdział genialny i taki długi *.* ciekawe kto to !!! Po 2 teledysk jest swietny *.* i po 3 pisz szybko nn bo ja sie doczekac nie moge !!! Ps czy mozesz zrobic cos takiego na blogu ze bedzie tłumaczony np na angielski ?? Bo mam koleżankę za granica i bym chciała zeby go przeczytała ale nie zna polskiego. ;c pisz szybko nn czekam!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow to świetnie
      Cieszę się że chcesz go pokazać
      Tak postaram się to zrobić;)

      Usuń
    2. THX!! Ona tez jest directioner ale w Brazyli mieszka ... ( tam po portugalsku mowia ) :D czekam na nn!!<3

      Usuń
  12. rozdział genialny i taki długi *.* teledysk jest swietny *.*
    Mam do ciebie ogromną prośbę choć nie wiem czy akurat byś mi pomogła ale proszę .
    Moja koleżanka jest bardzo chora i będzie miałą w poniedziałek operację.
    I dla niej by było miło no jakbyś postarała się napisać kolejny rozdział nawet już dzisiaj wieczorem albo w niedzielę .
    Ona po prostu kocha czytać twoje i twojej koleżanki opowiadania ona pierwsza mi je pokazała i też zaczęłam jej czytać jednym z jej ulubionych właśnie jest ten więc jak wyżej pisałam miło by jej było gdybyś dzisiaj wieczorem albo w niedzielę dodała.
    No ale cóż nie nalegam.
    Pozdrawiam . ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piszesz jeszcze jakieś opowiadania?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie pisze -.-
      Dodawane są ciągle nasze blogi to dlaczego oto pytasz?

      Usuń
  14. jejku cudowny rozdział <333 obstawiam że to Louis przyszedł :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Genialny. ;* ciekawe kto to przyszedł. Ale chyba mi się wydaję, że to ktoś ze szkoły i będą kłopoty. Heh no nic to tylko moje domysły.
    Dodajcie szybciutko ciąg dalszy.
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  16. rozdział genialny i taki długi *.* teledysk jest swietny *.*
    Mam do ciebie ogromną prośbę choć nie wiem czy akurat byś mi pomogła ale proszę .
    Moja koleżanka jest bardzo chora i będzie miałą w poniedziałek operację.
    I dla niej by było miło no jakbyś postarała się napisać kolejny rozdział nawet już dzisiaj wieczorem albo w niedzielę .
    Ona po prostu kocha czytać twoje i twojej koleżanki opowiadania ona pierwsza mi je pokazała i też zaczęłam jej czytać jednym z jej ulubionych właśnie jest ten więc jak wyżej pisałam miło by jej było gdybyś dzisiaj wieczorem albo w niedzielę dodała.
    No ale cóż nie nalegam.
    Pozdrawiam . ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że co do rozdziału to komentarz jest raczej zbędny, bo jest wspaniały jak zawsze... Szkoda, że chłopcy się pobili :/ no ale przynajniej coś się dzieje xD

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy